Skocz do zawartości


Zdjęcie

Step Up 3D - recenzja


  • Please log in to reply
No replies to this topic

#1 sikorson

sikorson

    Nowy na forum

  • Użytkownicy
  • 17 Postów

Napisano 18 August 2010 - 07:04 AM

Dołączona grafika

Recenzja pierwotnie pojawiła się na moim blogu poświęconemu tańcu i wszystkiemu co z nim związane: http://sneakersandpointes.blogspot.com

Zanim zacznie się wystawiać ocenę filmowi Step Up 3D (lub każdemu innemu klonowi Step up’a, których powstało już całkiem sporo) trzeba wziąć jedną poprawkę. To nie jest normalny film. To nie jest film dla przeciętnego zjadacza popcornu. Nie jest to też film dla konesera kina. To jest film o tańcu, dla osób, które taniec kochają. Nic więcej, nic mniej. OK., może jeszcze trochę więcej - chodzi dokładnie o miłośników hiphopu i to bardziej tego komercyjnego tudzież LA Style’owego, niż fanów lockingu czy poppingu. Zwolennicy modernu, klasyki czy tańca współczesnego raczej potraktują ten film surowo i obejdą go szerokim łukiem wraz z innymi przeciętnymi widzami, nie rozumiejącymi skąd wokół filmu cały ten hype.

Mając na uwadze powyższe, można przejść do podsumowania filmu, nie rozdrabniając się już wtedy na prostej jak budowa cepa fabule, i ckliwych dialogach (najbardziej pasuje mi tu angielskie słowo cheesy, dla którego nie mogę niestety znaleźć idealnego odpowiednika). Nie dialogi i nie fabuła są wartością tego filmu i nie na dialogi i fabułę widz idzie do kina. Do kina idziemy po to (przynajmniej Ci świadomi widzowie, nie zaciągnięci na siłę przez swoją drugą połówkę) aby zobaczyć taniec w dawce XXL i w wykonaniu powodującym niekontrolowany opad szczęki. I te wymogi film spełnia w 100%. Ale co nowego zobaczymy w Step Up 3D czego nie widzieliśmy już wcześniej? Czy jest jeszcze coś czego nie pokazały poprzednie części? Czy poza trójwymiarowością, którą zdradza już literka Dy przy cyferce 3 pojawi się coś jeszcze? Oczywiście, że tak. Film pełen jest niesamowitych i nierealnych (tak, tak, momentami niestety zbyt nierealnych) scen tanecznych, oraz różnego rodzaju smaczków, które docelowy odbiorca przyjmie z otwartymi ramionami. Battelki zostały podrasowane (czasem przerysowane) do granic możliwości. Wszystkie scenerie – klubowy parkiet, sale do ćwiczeń, loft w którym tancerze mieszkają wyglądają jak pomieszczenia, ze snów młodego tancerza. Sala do ćwiczenia akrobacji i poddasze do parkoura może wywołać rozmarzone westchnienie. Ściana grająca stworzona z dziesiątek najróżniejszych boomboxów to po prostu najlepszy system grający wszechczasów. Inna sprawa, w jaki sposób miałoby to niby grać, ale nie będę się czepiał. Step up to w końcu taneczna bajka. No właśnie. O ile poprzednie części ocierały się jeszcze o realizm, o tyle ta część przypomina mi już nieco połączenie filmów kung fu z produkcjami science fiction. Trochę jakby zmontować ‘Przyczajonego Tygrysa i Ukrytego Smoka’ z ‘Atakiem Klonów’ i kazać wszystkim bohaterom tańczyć do tłustych bitów Flo Ride’y i Swizz Beatza. Nie wiem za bardzo po co to. Przecież umiejętności tancerzy w tym filmie są już na tyle kosmiczne, że nie trzeba przyspieszać ich ruchów, dopieszczać ich komputerowo i kazać podskakiwać na jednej ręce po umywalkach w publicznych toaletach(yeah, right!). To chyba krok w stronę chłopaków, których dziewczyny zaciągnęły siłą na ten film. Dla każdego coś miłego – ona poogląda sobie taniec, on walki taneczne rodem z konsolowych naparzanek.

Na tym liczba atrakcji się nie kończy. Mnie szczególnie przypadły do gustu dwa filmowe smaczki. Pierwszy to scena ze ścianą pełną sneakersów. Goddamit! Istny ołtarz. Dla sneaker freak’ów, do których chcąc nie chcąc się zaliczam, setki unikalnych Dunków, Superstarów, Jordanów czy Air Force One’ów w jednym miejscu to istne szaleństwo. Producenci wiedzieli co robią. Nike wiedział również umieszczając swoje buty w pierwszej i ostatniej scenie filmu. Swoją drogą, ciekawe ile zapłacili producentom za to, że te najbardziej pożądane buty filmu były właśnie Dunk’ami, a nie Adidasami. Ot, marketingowa dygresja. Druga scena, za którą producentom należą się wielkie brawa, była ukłonem w kierunku klasycznych musicali z Fred’em Astairem, Gene Kellym czy Debbie Reynolds. Scena w której Moose wraz z Camille przemieszcza się po ulicy tanecznym krokiem to remake sceny musicalu ‘Roberta’ z 1935 roku (!), w której to właśnie Fred Astaire stepował wraz z Ginger Rogers przy akompaniamencie orkiestry wykonującej piosenkę ‘I won’t dance’. W Step Up 3D wersja ta jest trochę unowocześniona przez grupę District 78. Jest to naprawdę miły i mądry akcent w filmie, bo może uświadomić młodym roztańczonym, że taniec nie pojawił się nagle po programie You Can Dance i Tańcu z Gwiazdami i sięga nawet dalej w przeszłość niż prastare Dirty Dancing i przedpotopowe Saturday Night Fever.

Podsumowując, film jest jak znalazł dla tej konkretnej grupy osób, które wiedzą po co chcą na niego iść. Grupy, która nie będzie się czepiać plastikowości głównego bohatera wyglądającego jak zafoliowany Action Man ze sklepowej półki. Będą za to ekscytować się obecnością Twitch’a z SYTYCD 4 i Legacy z edycji 6tej. Nie będą zastanawiać się nad logiką filmu i rozważać jakim cudem główny bohater nigdy nie widział na oczy siostry swojego najlepszego przyjaciela. Będą za to podziwiać scenę tanecznego starcia dwóch rywali. Jeśli wybierasz się na ten film świadomie, spodoba Ci się na pewno. Jeśli idziesz przypadkiem albo idziesz bo musisz, zaopatrz się w duże wiadro popcornu albo skup na partnerce bo film raczej nie trafi do twojej Top listy.
sikorson




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych