Mówią o nim, że jest najlepszym polskim choreografem i jednym z najlepszych na świecie - człowiek legenda, guru hip hopu. Filip Czeszyk dziś jest znaną i powszechnie rozpoznawalną postacią. Wyśmienity pedagog, posiadający wszechstronną wiedzę, którą potrafi przekazywać w przystępny sposób. Choreograf i instruktor wielokrotnych mistrzów Polski oraz laureatów Mistrzostw Europy i Świata, uczestnik i organizator niezliczonej ilości szkoleń i warsztatów, choreograf programu “You can dance”, założyciel zielonogórskiego Studia Tańca Trans - formacji tanecznych Pamp i Spoko.
„Tak naprawdę, to zawsze mnie męczyło, że ludzie walczą ze sobą. Przyjemnie jest powalczyć na parkiecie. Battle, ale tylko w tańcu, w życiu raczej nie”. Taki był opening w wykonaniu Filipa naszej rozmowy prowadzonej w trakcie KM IDO Hip Hop w Zgierzu. Jest ciasno, tłoczno, wokół mnóstwo ludzi; zimno, pochmurno, siąpi deszcz. On – wciąż kogoś pozdrawiający - uśmiechnięty, wyluzowany, swobodny.
Dwumetrowy, stylowo ostrzyżony i jak widać pokojowo usposobiony do świata facet, okazuje się być niezwykle wymagającym choreografem, któremu ciężko przychodzi akceptować, coś co, nie jest zrobione tak, jak to sobie wymyślił. O długiej drodze prowadzącej do idealnej niemal realizacji choreograficznych pomysłów pana Filipa, o pełnym wyrzeczeń, ale i radości losie tancerza, no i przede wszystkim o hip hopie będziemy dziś rozmawiać.
Bo Czeszyk jest natchnionym hip hopowcem, chodzącą encyklopedią tego zjawiska, „dziwnym” nauczycielem tańca, który tańca uczy… na końcu. Najpierw, zaciekawia historią, fascynującą opowieścią o korzeniach i kulturze hip hopu. Sądzi, że dopiero tak przygotowany i nasączony elementarną wiedzą młody człowiek, może próbować tańczyć hip hop. Jego metoda i podejście do tańca wydaje się być bliskie teatralnemu poszukiwaniu technik źródłowych Grotowskiego czy teorii współgrającego, dzięki podświadomości, umysłu i ciała tancerza. Ale przecież nie o teorie tu chodzi. Hip hop dla Filipa nie jest zestawem mniej lub bardziej skomplikowanych figur, póz, ruchów. One tylko wizualizują ten taniec, a bezdusznie wykonywane stają się jakimś hip-aerobikiem. „Bez poznania historii i podstaw – nie zatańczysz hip hopu” – powtarza. Tylko głębokie przeżycie i szczerość konstytuują ten taniec.
Dlatego trzeba starać się wniknąć w hip hop. Zrozumieć jego istotę. To młoda kultura amerykańskiego getta, która wykształciła swoją muzykę, własne obrazowanie świata, taniec, nawet specyficzną „obrzędowość”. Hip hop narodził się w Bronx’ie, ale jego korzenie tkwią w Afryce. Afroamerykanie to ludzie, którzy tak naprawdę poczuli się wolni dopiero jakieś dwadzieścia lat temu, a może dopiero od dnia wyboru Obamy na prezydenta… Więc ten duch i energia spętanej wolności tkwią w hip hopie głęboko.
- Ja nasiąkałem hip hopem długo. Nie będę ci mówił, że od urodzenia, bo jak słyszę takie historie, to lekko się uśmiecham. Od dziecka to grałem w piłkę nożną. Taniec przyszedł później i zupełnie przypadkiem. W szkole w Nowym Mieście nad Wartą, powstawał zespół taneczny. Zgłosiłem się tam sam. Potem moją taneczną karierą pokierowała mama, która wysłała mnie do szkoły baletowej. Ukończyłem wydział estradowy poznańskiej „baletówki”, a później jeszcze wychowanie muzyczne w zielonogórskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej (obecnie Uniwersytet Zielonogórski).
W dorosłość wchodziłem razem z wychodzącym wtedy z podziemia hip hopem. Ten nurt w kulturze i muzyce ukształtował mnie artystycznie. Pamiętam, jak w 86 roku niemal zwariowałem na punkcie grupy Beastie Boys i ich „Licencji na zło”. Do tego jeszcze muzyka Prince’a i hip-hop jako taniec, którym zacząłem się interesować jeszcze w szkole baletowej. Ale nie tylko tańcem: w dość ułożonej i szacownej uczelni pozwalałem sobie na publiczne rapowanie, nawet z okazji oficjalnych uroczystości… Była końcówka lat 80., kiedy w poznańskim kinie zobaczyłem wyświetlany z kasety VHS (!) „Breakin” Joel’a Silberga. No i to, co zobaczyłem powaliło mnie na kolana. Wiedziałem, że będę to robił. Wtedy chyba na dobre uzależniłem się od tańca. I tak trwa to już ponad piętnaście lat.
Cóż takiego uzależniającego jest w hip hopie?
- Rytm. Rytm, bit, groove to istota hip hopu. I jeszcze świadomość źródeł tego tańca i podziw dla afrykańskich tancerzy. I niezliczona ilość możliwości jakie hip hop daje choreografowi.
Przekonałeś do hip hopa twórców „You can Dance”…
To raczej oni mnie przekonali… Dla mnie to była trudna decyzja, by w ogóle zdecydować się na udział w programie. Wiedziałem, że będzie mnie oglądać cała branża. Praca choreografa zawsze podlega ocenie. Mogłem nie wchodzić na scenę, mogłem uciec od napięcia i stresu. Ale ja byłem gotowy sprostać temu wyzwaniu, zrobić dobre, mam nadzieje, choreografie do programu. Dziś udział w YCD uważam za super doświadczenie, jestem z tego bardzo dumny. Przez 15 lat, starasz się robić rzeczy jak najlepsze. Zaczyna ci nawet coś wychodzić, tu i ówdzie jesteś zauważany, ale znakomitym i wybitnym zostajesz dopiero wtedy, gdy pojawisz się w telewizji (śmiech).
Nie, nie uważam się za wybitnego, choć ten program sporo zmienił w moim życiu. Ja jednak zawsze robię tylko to, co jestem gotowy zrobić dobrze. Tego się nauczyłem przez lata.
Nauczyłem się też korzystać z szansy jaką daje los. Bo ta szansa prawdopodobnie pojawia się w najlepszym dla ciebie momencie, kiedy jesteś na nią gotowy. A to, że dziś okrzyknięto cię znakomitością, że właśnie wygrałeś turniej, nie oznacza, że jesteś tancerzem, czy choreografem kompletnym, doskonałym. Udział w różnego rodzaju zawodach i turniejach zaszczepił we mnie pewnego rodzaju odporność i nauczył mnie takiego życia ponad podziałami. Ja wiem, że najważniejsze jest, byś kochał to, co robisz, byś na przekór okolicznościom przezwyciężał napięcie i maksymalnie skupiał sie, by nie popełnić błędu. To staram się zaszczepić swoim tancerzom.
Powtarzam, że kiedy wychodzą na scenę to mają do wykonania zadanie i na tym powinni się skupić, nie na wyniku. Trzeba mieć zdolność do realizacji zamierzonych celów – nie bacząc na sympatie i antypatie, na stany emocjonalne i psychiczne. W zespole musisz umieć budować zaufanie do każdej osoby, która ten zespół tworzy. Każdemu z tancerzy powierzasz przecież do wykonania część swojej pracy i musisz być pewien, że zrobi to dobrze, najlepiej jak potrafi.
To Ci się zapewne już nie raz udało… Czujesz się człowiekiem spełnionym?
Taniec to jest całe moje życie. Dziś udało się nam obronić tytuł Mistrza Polski HH IDO 2009 z roku 2008, a SPOKO jest pierwszą grupą w historii polskiego hip hopu posiadającą tytuł Mistrza kraju dwóch federacji tanecznych: IDO oraz HHI. Mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy i jestem spełniony, a może nawet sławny? (śmiech)
Yatzek
© TRENDY MAGAZYN | taniec | moda | muzyka
Nr 03, czerwiec 2009