Od 15 przeszło lat moje życie związane jest z tańcem. Przez ten czas poznałem tę dziedzinę sztuki z wielu stron. Dowiedziałem się jak wygląda taniec z perspektywy sceny, a jak za kulisami, czym charakteryzuje się praca producenta, choreografa, trenera, sędziego oraz jak na taniec wpływają sprawy polityczne i społeczne uwarunkowania. Jeżdżąc więc po Polsce zauważam, jak ciężka pracę wykonują sędziowie, wybierają spośród rzeczy młodzieży perełki, które inspirują następnie przez lata inne pokolenia adeptów sztuki tanecznej.
Zawodów i przeglądów ostatnio się nam namnożyło, jest to chyba więc właściwy czas na taka reminiscencję. Trzeba bowiem pamiętać, że my, sędziowie, nie wybieramy najfajniejszej dziewczyny i chłopaka na potańcówce w remizie, lecz dzięki naszym werdyktom wytyczamy obowiązujące trendy, wskazujemy kierunki rozwojowe i przyczyniamy się do umacniania pozycji Polski na arenie międzynarodowej. To spora odpowiedzialność, więc też niezbędne jest odpowiednie przygotowanie merytoryczne do rzetelnego wykonania tej pracy. Pomóc nam mają w tym wytyczne i regulaminy organizacji nadrzędnych, regulaminy mistrzostw, szkolenia, panele dyskusyjne, dostępne powszechnie materiały instruktażowe, własna wiedza i umiejętności nabyte podczas kariery, orientacja w modach, trendach, itp.
Swoimi spostrzeżeniami podzielę się bazując na mojej koronnej dyscyplinie, czyli na hip-hopie i najważniejszej imprezie w roku – Krajowych Mistrzostwach IDO Hip-Hop i Electric Boogie. Wszystko, co tu napiszę, opiera się na informacjach, które przez ostatnie lata udało mi się uzyskać od wybitnych osobowości w świecie hip-hopu dzięki rozmowom, wywiadom, panelom dyskusyjnym, spostrzeżeniom warsztatowym, poprzez lekturę książek tej kulturze poświęconych, studiowanie materiałów video, teledysków, widowisk scenicznych czy wręcz przebywanie w klubach, gdzie styl, o którym mówimy się narodził. Choć socjologiem z wykształcenia nie jestem, nawiążę moje spostrzeżenia do tej dziedziny nauki, gdyż pewne zjawiska socjologiczne pozwalają znacznie lepiej zrozumieć istotę tańca i kierunek, w jakim ten taniec się rozwija.
Wszak każdy z nas może na pierwszy rzut oka rozpoznać taniec towarzyski, salsę, jazz, klasykę baletową no i oczywiście hip-hop. Czy aby na pewno? Skąd wiec rozbieżności w ocenach, nie tylko pomiędzy poszczególnymi zawodami, ale nawet w poszczególnych panelach sędziowskich? Może więc różnice w ocenach sędziowskich wynikają z faktu, iż nie mamy w tańcu ulicznym wspólnego poziomu odniesienia? Może wiedza, którą się legitymujemy, jest jedynie domysłem, a w naszych ocenach bazujemy na tym, co opisane precyzyjnie zostało już wcześniej i dotyczy zupełnie innych styli? A może nie bez kozery zalicza się hip-hop do tańców ulicznych, a nie scenicznych i rozpatrywanie go wg norm sceny nie ma większego sensu?
Hip-Hop w IDO nie ma długiej historii. O ile mnie pamięć nie myli, jeszcze w 1999 roku organizowane były mistrzostwa w Tańcu Dyskotekowym, gdzie spotykali się na parkiecie tancerze o wychowaniu klasycznym i jazzowym oraz „ulicznicy”, kształceni na teledyskach. Normą było, ze jeden z tancerzy na parkiecie kręcił piruety, a drugi „bary”. W okresie, kiedy w dyskotekach panowała muzyka NEW JACK SWING, takie normy były nawet do przyjęcia. Ruch ten jednak zaczął się rozbijać na HIP-HOP i DISCO-DANCE, kiedy to muzyka wykorzystywana do prezentacji zaczęła się znacząco od siebie różnić.
Disco-dance w tych latach wyszło obronną ręką, budując swe podwaliny na gruncie tańca jazzowego. Czasem pozwalam sobie zażartować, że disco-dance, jako styl tańca jest użytkową formą tańca jazzowego, dopasowaną do potrzeb kształcenia dzieci. Pozwala on wyżyć się na parkiecie, przekazując jednocześnie podczas treningów całe abecadło podstaw gimnastyki jazzowej. Genialny pomysł na przyciągnięcie dzieci do świata tańca i szkolenia ich na wysokim poziomie od najmłodszych lat, zachowując atrakcyjną dla nastolatków formę wiążącą się z popularną muzyką.
Bolączką nas – „hip-hop’owców” był zaś brak kodyfikacji dostępu do stylów i figur. Przypominam – to koniec lat 90-tych, gdzie sam wyjazd do USA ciągle był niedoścignionym marzeniem, nie mówiąc już o szkoleniu się w tamtejszych szkołach czy sprowadzaniu nauczycieli. Hip-hop więc oparł swój fundament na wiedzy z innych technik tańca i nieszczęsnych stacji muzycznych, dlatego też pokutowały opinie, iż jest to „wolniejsza” forma disco-dance, tańczona w swobodnych strojach i na „niskich nogach”, z „kwadratowymi figurami”. Jakże to ma niewiele wspólnego z faktycznym stylem tańca.
Każdy styl taneczny ma pewne podstawy, kroki charakterystyczne, ustawienie ciała, formę prowadzenia ruchu itp. Oczywiście, żaden z tańców nie jest martwy – podlega ewolucjom, tendencjom rozwojowym, wpływom szkół, które włożyły najwięcej w jego rozwój.
Odnieśmy się do tańca standardowego – przez lata zmienił się sposób ustawienia ramy, raz preferowani byli tancerze „swingujący”, innym razem tzw. szkoła włoska. Pozostają jednak niezmienne akcje ciała odpowiadające określonym tańcom. Nawet w momencie, kiedy sekwencja choreograficzna zawiera podobne, zbliżone lub dokładnie takie same z nazwy elementy, bez trudności wprawne oko rozróżni walca od foxtrott’a, właśnie dzięki temu, iż akcja unoszenia i opadania w obu tych tańcach jest tak różna. To tego właśnie doszukuje się sędzia oceniając parę taneczna. Czy więc podobnej wiedzy można oczekiwać przy odróżnieniu tańca ulicznego od scenicznego? Czy uda nam znaleźć analogie studiując genezę hip-hopu?
OCZYWIŚCIE!!! To, że nie ma żadnej książki dotyczącej metodyki nauczania, nie znaczy, że materiałów nie ma wcale, a żadne zasady w tym tańcu nigdy nie obowiązywały. Może właśnie dlatego pokutuje wśród nas, białych, powszechna opinia, że nie mamy najmniejszych szans zatańczyć jak czarny tancerz, wiec po co to drążyć? Nic bardziej mylnego. Zacznijmy więc od początku. Taniec uliczny ma cztery podstawowe cechy, wyróżniające go pośród wszelkich styli:
Odmienny sposób pojmowania przestrzeni wiąże się z genezą całego ruchu ulicznego. Taniec zrodził się w zatłoczonych salach klubów tanecznych, gdzie tancerze pragnący zaprezentować swoje umiejętności przeorganizowali ruch, jakby „wtłaczając” przestrzeń w swoje własne ciała. To było wręcz naturalne i oczywiste, gdyż charakterystyczne dla sceny pokonywanie przestrzeni i progresywność, tu zakończone zostałyby w najlepszym wypadku w objęciach bramkarzy prowadzących nas do wyjścia. Każdy ruch wynikał z akcji zapoczątkowanej w ciele tancerza, a ruchy kończyn były tej akcji skutkami.
Dlatego też w hip-hopie wiele ruchów ma zupełnie inne techniczne podstawy niż obraz, który przedstawiają, czego chyba najlepszym przykładem może być „THE WOP”, który z zewnątrz jest wahadłową praca przedramion, a faktycznie inicjowany jest cofnięciem klatki i półkolistym prowadzeniem brody, w opozycji do klatki piersiowej i przy rozluźnionej szyi. Tak więc samo machanie ramionami z założenia w tym tańcu nie ma miejsca.
Tancerz, pragnący uatrakcyjnić swój pokaz, operował całą paletą skomplikowanych ruchów izolacyjnych, co wiąże się od razu z druga cechą – policentryzmem. To nie nowość, jazz też jest policentryczny. Chodzi przede wszystkim o podział izolacyjny ciała. Należy tu od razu wspomnieć kolejną cechę – polirytmię. Muzyka społeczności afrykańskiej to przede wszystkim rytm.
To bęben zawsze wyznaczał sposób poruszania się, to wiele instrumentów perkusyjnych, łączących swe dźwięki, tworzyło melodie w muzyce afrykańskiej. Takie spojrzenie na te dziedzinę sztuki przeniosło się do Ameryki wraz z niewolnictwem i przetrwało przez lata. Taniec, muzyka i śpiew były jedynymi formami wolności, na którą godził się biały człowiek względem czarnej społeczności. Rytm obecny jest też w dzisiejszej muzyce, a dobre utwory z nurtu hip-hop łatwo rozpoznamy po bogactwie dźwięków instrumentów perkusyjnych. Do tego, samo tzw. „rapowanie”, czyli śpiew MC, jest tylko dodatkiem i wzbogaceniem samym głosem istniejącego schematu rytmizacji.
Wracając więc do hip-hopu - skoro rytm jest tak ważny, przy podziałach izolacyjnych przypisuje się wyizolowanym częściom ciała swoje własne rytmy, odszukane w muzyce. Istotą jest jednoczesny taniec do wielu rytmów, przy jednym rytmie przewodnim. Jaki jest więc w hip-hopie sens choreografii „do słów”? Nie ma żadnego, gdyż we wczesnych latach MC zazwyczaj improwizował, utrzymując tylko linie rytmiczną, za każdym razem zmieniając sposób i treść wypowiedzi. LYRICAL HIP-HOP jest wiec dla mnie podobnym zestawieniem znaczeniowym jak np. niemy krzyk.
Najbardziej namacalną cechą związaną z rozróżnieniem, co hip-hopem nazwać można, a co nie, jest GROOVE. To indywidualny sposób poruszania się tancerza. Wiąże się on jednak z charakterystyczną cykliczną akcją ciała, która przez lata miała różne postacie.
W latach 70-tych tym wspólnym mianownikiem był ROCKING, akcentowany biodrami w przód, a korpusem w górę. W latach 80., akcja ta wyglądała opozycyjnie do rockingu i nazwano ja BOUNCE, lata 90. zaś przyniosły ruch bazujący na fali ciałem od dołu, tzw. JACKING. Dlatego właśnie choreografie hip-hopowe są tak trudne do synchronizowania. Wymagają ogromnej pracy i czasu, by grupa tancerzy jednocześnie idealnie wykonywała diagonalną falę w dół ciała, stojąc do tego na półpalcach, kolanami naprzemiennie wykonując dośrodkowy ruch kołowy, akcentując dla dopełnienia ćwiartki taktu muzycznego pietami.
Na koniec dochodzi zamykający ruch przedramion i … mamy skrócony opis jednej z pierwszych podstawowych figur tańca hip-hop, zwanej „JAMES BROWN”. A wszystko na dokładkę „ma się bujać”, czyli zawierać w sobie bounce. To dopiero początek, na który zwraca uwagę wytrawny znawca tematu, czy sędzia.
Większości z nas przypuszczam, wydaje się, że to właśnie kwintesencja, ale niestety – jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Kiedy już doprowadzimy swoje ciało do ładu, wg zasadniczych akcji charakterystycznych, otwiera się przed nami gąszcz podstawowych kroków i figur, które często nieznacznie się od siebie różniąc, angażują zupełnie inne mięśnie i dają zupełnie inny efekt ruchowy. Jest oczywiście prawdą, że taniec hip-hop bazuje na improwizacji, ale jest to improwizacja rządząca się określonymi regułami.
Odnosząc to np. do śpiewu, improwizować wokalnie można, gdy ma się przygotowany głos i zna zasady jego użycia, a nie, jak się raptem wydaje z siebie chrobot i pokaszliwania. Albo inaczej – jakby oceniono tego mojego ulubionego foxtrott’a, gdyby para nie zatańczyła w choreografii takich figur jak: OVERSWAY, FEDER STEP, THREE STEP, czy nawet najprostszego obrotu w prawo? No i co z tego, że miała akcje unoszenia i opadania, skoro właściwie, nie było jej gdzie zastosować!
Myli się więc ten, kto uważa hip-hop za „wolną amerykankę”. W samym hip-hopie jest ponad 50 charakterystycznych kroków i każdy z nich ma ściśle określone zasady wykonywania. Nawet modyfikacje rzeczonych wykonuje się tak, by nie utracić charakterystyczności danej figury.
Skąd czerpać tę wiedzę? Z warsztatów i spotkań z twórcami styli, z ich wypowiedzi i dostępnych materiałów szkoleniowych (każdy z nich wydał minimalnie jedno DVD), a w najgorszym wypadku z teledysków, czyli mini-musicali naszych czasów.
Dwie charakterystyczne figury wymieniłem już wcześniej, niektóre pewnie dobrze znacie, choć nie zdajecie sobie z tego sprawy - sławetny „RUNNING MAN” z teledysku „U Can’t Touch This”, „BART SIMPSON” z „Remember The Time”, „TLC” z video „Creep” zespołu nazywającego się właśnie TLC, „ATL STOMP” od Usher’a „BANGHEAD BOUNCE” z „Getting Jiggy with it” Willa Smith’a … i tak mogę jeszcze przez godzinę. A to tylko hip-hop, a gdzie style funkowe, house, dancehall, krump i inne… Co ważne - kroki charakterystyczne dla danego stylu były u swojego zarania jedynie tańcami zabawowymi, tzw. PARTY DANCES lub SOCIAL DANCES.
W taki sposób bawi się czarna społeczność, przypisując charakterystycznym piosenkom, charakterystyczny sposób poruszania. I to jest właśnie esencja hip-hopu! Ma to bardzo proste przełożenie na tworzone w tym stylu choreografie. Choreografią nazywamy uporządkowane, zorganizowane i usystematyzowane połączenie tańców zabawowych. Czy więc choreografia jazzowa obędzie się bez jednego nawet kroku jazzowego? Hmm… to może samba, czy walc? Dlaczego więc akceptujemy w hip-hopie brak hip-hopowych korzeni? Czas już na to, by ktoś zaproponował choćby tylko zestawienie charakterystycznych figur. Zapraszam wiec do wnikliwej lektury niniejszego numeru, jak i kilku następnych.
Hip-Hop jako taniec powstał w nowojorskiej dzielnicy BROOKLYN ok. roku 1984. Istnieją wzmianki o imionach czy pseudonimach ludzi, którzy byli pionierami, a wymienić tu można takich tancerzy jak: Prep, Adesola, Buddah Stretch, Spin, Specks. Tancerze Ci z początku wykorzystywali figury zaczerpnięte z lockingu i poppingu, wykonywane w lekko zmodyfikowanej wersji, z charakterystyczną pracą ciała, opozycyjną dla rockingu. Nazwano tę akcję ciała BOUNCE. Można wyróżnić trzy charakterystyczne jego rodzaje:
Można się natknąć na jeszcze jeden charakterystyczny sposób poruszania ciała, który nazywam roboczo „OLD SCHOOL BOUNCE”. Jest to zmodyfikowana wersja „smooth bounce”, przy braku izolacji w korpusie, z „zawiasami” w kolanach i przeciwsobnie pracującymi: szyją i klatka piersiową, rozpoczynana przedtaktem z odchyleniem ciała. Można ten ruch znaleźć w wielu charakterystycznych krokach czy figurach, jak np. REEBOK.
Jedne z pierwszych figur lub kroków należących bezsprzecznie do tańca HIP-HOP to:
W latach 90. gdy na parkietach królowała muzyka NEW JACK SWING taniec stał się bardziej skoczny, częściej wykorzystywano boxing bounce. To era takich kroków i figur jak:
Po roku 2000, taniec ewoluował wprowadzając do ruchu cały szereg izolacji klatki piersiowej, połączonych z falami ciała we wszystkich kierunkach. To okres, kiedy narodziły się tańce takie jak:
Co charakterystyczne, tańce te powstawały bardzo często do piosenek hip-hopowych, które te właśnie tańce opisywały. Kiedy w klubie DJ grał rzeczoną piosenkę, każdy tańczył określony krok, skojarzony z danym utworem. Często też w owych utworach wokalista sam opisywał, jak określony krok należy wykonywać.
Najważniejszy w hip hopie jest więc powrót do muzyki. To ona dyktuje, co i jak powinniśmy tańczyć! W następnych odcinkach oczekujcie informacji dotyczących innych styli tańca ulicznego. Dla niektórych, może to okazać się odkurzeniem wiadomości, dla innych zapalnikiem do bardziej wnikliwych poszukiwań i studiowania styli ulicznych. Pamiętajmy jednak, że zanim coś stanie się stylem, wcześniej jest po prostu tańcem zabawowym. Bawmy się więc tańcem, tak, jak dyktuje nam muzyka, używajmy jednak do tego stosownych narzędzi. A o tym, że można zostać wybranym najlepszym tancerzem w Polsce bez zatańczenia nawet jednego hip-hopowego kroku, w niedalekiej przyszłości.
Krzysztof Mazur
© TRENDY MAGAZYN | taniec | moda | muzyka
Nr 03, czerwiec 2009