Taniec Artykuły zawiera Who is who w polskim tańcu nowoczesnym? Iwona Orzełowska

Who is who w polskim tańcu nowoczesnym? Iwona Orzełowska

Podziel się: Bookmark and Share

Jak się idzie z Siedlec na Broadway

Człowiek instytucja: autorka ponad pięćdziesięciu choreografii, twórczyni dwóch spektakli tanecznych, wykładowca akademicki, sędzina międzynarodowych turniejów tańca, kierownik artystyczny oraz choreograf zespołu tanecznego „Caro Dance”. Od 12 grudnia 2008 - najlepszy choreograf według Międzynarodowej Organizacji Tańca. Co najkrócej można o niej powiedzieć? Na pewno, że “ma talent”!

Mimo że od wielu lat jest Pani orędowniczką tańca nowoczesnego i na tym polu się realizuje, wywodzi się Pani z tańca ludowego…

Moja przygoda z tańcem zaczęła się bardzo prozaicznie: na nabory do zespołu ludowego zaprosiła mnie pani Alicja Siwkiewicz, legendarna dla Siedlec postać, założycielka tamtejszego zespołu tańca, osoba niezwykle charyzmatyczna. Stąd ludowość jest źródłem moich ogólnych zainteresowań tańcem. Kiedy jednak rozpoczęłam naukę w Studium Choreograficznym, dowiedziałam się, że można inaczej tańczyć i odkryłam taniec nowoczesny. Ludowy zszedł wtedy na dalszy plan, a moją pasją stał się taniec współczesny.

 

Ludowość to jednak także pierwsze oblicze „Caro Dance”. Co sprawiło, że zespół nie został ostatecznie konkurentem „Mazowsza”, a startuje od lat w turniejach tańca nowoczesnego?

Początki „Caro” to faktycznie tańce ludowe, dzięki temu, że mieliśmy wtedy określone finanse przeznaczone na rozwijanie zainteresowania ubogiej młodzieży tańcem. W momencie, kiedy stwierdziłam, że muszę pogłębić swoją wiedzę choreograficzną, odkryłam taniec nowoczesny i jazz i zaczęłam nieustanne treningi oraz szkolenia. Moim pierwszym mistrzem był Piotr Galiński. W Olsztynie zapadła deklaracja a miłość do tańca nowoczesnego okazała się dozgonna. Piotr zresztą potrafił wtedy to uczucie wskrzesić we wszystkich swoich studentach, no a ja pozostałam jego fanką do dziś.

 

W przypadku „Caro Dance” można powiedzieć, że na początku było słowo - Pani przygoda z zespołem zaczyna się od działalności naukowej, bo od napisania pracy magisterskiej.

Studiując na Wydziale Pedagogiki, wymyśliłam sobie temat pracy badawczej w grupie młodzieży defaworyzowanej. Interesowały mnie działania resocjalizacyjne za pomocą tańca. Zrekrutowaliśmy grupę przy Zakładach Przemysłu Dziewiarskiego „Karo” w Siedlcach. Po pięciu latach okazało się, że jesteśmy z tą młodzieżą tak związani, że projekt przekształca się w zwykły zespół. Centrum Kultury i Sztuki zaproponowało nam dość ścisłą współpracę, znaleźliśmy formułę taneczną, a nazwę zaczęliśmy pisać przez „C”.

 

Jest Pani choreografką najbardziej znanego zespołu tanecznego w Polsce. Co dało Pani największy bodziec do pracy z „Caro”?

Kilka lat temu zdobyłam nagrodę Międzynarodowej Organizacji Tanecznej, co sprawiło, że uwierzyłam w siebie i przede wszystkim w to, że należy poszukiwać. To nie powielanie standardów i tradycyjnie wyuczonych rzeczy, ale właśnie odkrywanie otwiera drogę przed choreografem. Co ciekawe, uznanie zostało mi okazane dopiero zagranicą, jako że w Polsce za sprawą minionego na szczęście okresu komunizmu jesteśmy jeszcze bardzo daleko w tyle z wiedzą taneczną i akceptacją nowych rozwiązań. Sytuację zmieniają dopiero programy taneczne, które promują w mediach taniec nowoczesny. Dzięki nim nagle okazuje się, że „Caro” po dwudziestu latach jest odkryciem dla wszystkich, którzy i tak wiedzieli, że działamy.

 

Jest Pani autorką rozlicznych choreografii. Czy którąś z nich darzy Pani szczególnym – pozytywnym lub negatywnym – sentymentem?

Mam rzeczywiście kilka choreografii, które są bliskie mojemu sercu, nie mam natomiast do żadnej stosunku emocjonalnego pod kątem wykonawstwa. Najważniejsze są zawsze osoby, z którymi i dla których dane choreografie powstawały. Na pewno szczególnie ważna była choreografia, którą zrobiłam dla własnego dziecka, kiedy Iza miała zaledwie kilka lat. Na pewno jest to też „Nie szukaj po drugiej stronie lustra”, która była moim debiutem choreograficznym, a za którą otrzymałam nagrodę i uznanie Międzynarodowej Organizacji Tańca.

 

Tworzy Pani choreografie nie tylko dla tancerzy, ale też dla gwiazd estrady. Zdarzyło się Pani współpracować z Norbim, Kasią Klich, Blue Cafe, czy Elektrycznymi Gitarami. Jak się pracuje w takim środowisku?

To są zawsze bardzo indywidualne sytuacje. Szczerze mówiąc, tworzenie tańca to w odniesieniu do wokalistów i ludzi sceny za dużo powiedziane, bo tancerze są tylko tłem dla innego typu przekazu artystycznego. Nie jest to moja ulubiona część działań choreograficznych, bo uważam, że taniec to tak niezwykła dziedzina, język komunikacji, że zasługuje na to, żeby być gwiazdą, główną treścią w każdym przedstawieniu.

 

Co uważa Pani za swój największy sukces? Biorąc pod uwagę nie tylko działalność choreograficzną, ale też pedagogiczną i dydaktyczną.

Myślę, że moim największym sukcesem jest to, że dziewięćdziesiąt procent tancerzy wychowanych w zespole wraca do nas jak do domu. Tworzy się związek więcej niż zawodowy, bardziej emocjonalny, będący wynikiem, hmm…pewnego systemu matkowania w zespole. Udało nam się wytworzyć obustronne zaangażowanie, które sprawia, że teraz tancerze, którzy wychowali się u nas, przyjeżdżają co roku na Święta. Jak Mroczkowie, którzy nie zapominają, że jest ten jeden jedyny dzień, kiedy na sali w klubie baletowym dzielimy się jajkiem. I takie właśnie osiągnięcie uważam za największy sukces - swój i męża.

 

W Mikołajkach odebrała Pani z rąk przewodniczącego IDO nagrodę dla najlepszego choreografa. Jakie, po zdobyciu tego najwyższego wyróżnienia, stawia sobie Pani wyzwania?

Obecnie jest to konkretne wyzwanie zawodowe – przedsięwzięcie, którego podejmuję się razem z Anią Głogowską. Powstał pomysł stworzenia prawdziwego, zawodowego show, w którym udział brać będą moi tancerze z najstarszych grup oraz artyści scen polskich. „Broadway wczoraj i dziś” to tytuł roboczy i myślę, że miłość moja i Ani do amerykańskiego przekazu tańca modern oraz broadwayowska formuła spowodują, że spotkamy się z dużym zainteresowaniem. Póki co, wydaje się, że trafiłyśmy w dziesiątkę, bo spotkałyśmy się z wielkim odzewem zarówno artystów, jak i producentów oraz teatrów.

 

Największym marzeniem byłby więc sukces Broadwayu?

Dwa lata temu kiedy po raz pierwszy pojechaliśmy na Mistrzostwa Świata, odbywające się właśnie na Broadwayu, w środku Manhattanu, a w komisji siedzieli ludzie, którzy wyznaczają tam nowe trendy, myślałam, że to będzie szczyt marzeń i działań. Ale czas minął i teraz już mam inne marzenia… Dziś ważne są te najbliższe − ściśle prywatne. Wreszcie znaleźć czas, wyjechać z rodziną na długie wakacje, których nie mieliśmy od czterech lat.

 

Ma Pani za sobą ponad dwudziestoletnie doświadczenie choreograficzne i pedagogiczne. Proszę powiedzieć, w którą stronę w tym czasie ewoluował polski taniec.

Zasadniczo w Polsce dopiero odkrywamy to, co już czterdzieści lat temu było jasne i klarowne w Ameryce. Najistotniejsze jest to, że taniec staje się masowy, czyli tak, jak jest zagranicą  Już nie ma takiej pogoni za chlebem, jaka była jeszcze parę lat temu, więc ludzie zaczynają robić coś dla siebie, ośmielają się szukać. W Stanach wszyscy tańczą jazz, modern, lyrical, u nas to są dopiero początki. Powoli, powoli zaczyna docierać świadomość, że taniec jest niezwykłym, zrozumiałym pięknym językiem ciała, wyjątkową formą ekspresji i komunikacji.

 

Izabela Strońska

 

© TRENDY MAGAZYN | taniec | moda | muzyka

Nr 02, maj 2009

  • Autor:
  • Wyświetleń: 1 327
  • Ostatnie zmiany: 18.03.2010
  • Dodano: 18.03.2010