Taniec Artykuły zawiera "Roztańczona" telewizja


Polecamy

Patronat

Partnerzy

"Roztańczona" telewizja

Podziel się: Bookmark and Share

Gdzie nie spojrzę, wszędzie „taniec”: „Taniec z Gwiazdami”, „Gwiazdy tańczą nalodzie”,  „You Can Dance”, a paradoksalnie nawet w „Jak Oni śpiewają” w tle widzimy tzw. „balecik”, który udaje, że tańczy. Można pomyśleć, że tak duża liczba „tanecznych” programów i ich oglądalność, to nic innego jak rosnące i prawdziwe zainteresowanie sztuką tańca. Czy jednak na pewno?

W programie „Taniec z Gwiazdami” poza zmaganiami uczestników na parkiecie stale jesteśmy uczestnikami rodzących się na planie romansów.  Dobrze wyreżyserowane zwiastuny kolejnych programów, zawierające scenki z przygotowań, prób, treningów, często nasycone są erotyzmem. Mimo że nie ma to nic wspólnego z tańcem, powód takiego zabiegu jest banalnie prosty – oczywiście wzrost oglądalności. Mimo, że miał być tylko taniec…

Jury programu „You Can Dance” zostało dobrane w taki sposób,  aby w komisji zasiadał jeden dobry, drugi zły plus ta trzecia, która udaje, że zna się na tańcu. Aby zwiększyć oglądalność, nakręcono nie tylko reportaże z przygotowań do programu, ale nawet z rodzinnych domów uczestników, czy wyjazdowego show,  którego głównymi atrakcjami byli roztańczeni finaliści. Temu wszystkiemu towarzyszą „zainteresowane” tańcem brukowce, ociekające artykułami pisanymi według sprawdzonej formuły: „kto, gdzie i z kim”. Widzowie zaś  wytrwale śledzą wszystkie programy taneczne, w których pojawiają się ich ulubieńcy, oczekując nowych skandali czy romansów. Po krótkim czasie zwycięzcy edycji otwierają szkoły tańca, a potem w kolejnych wydaniach programu, zostają „super-choreografami”. Są gwiazdami tanecznych warsztatów, wydają płyty i książki do nauki tańca. Aż w końcu zostają  okrzyknięci największymi autorytetami w dziedzinie tańca - ogólnie pojętego.

Widzowie „tanecznych” programów czują się bardzo ważni. Sądzą, że mogą decydować o tym, kto przejdzie do następnego odcinka, kto wygra program. Masowo i z wiarą w sprawczą moc głosu wysyłają dziesiątki smsów na swego ulubieńca. Nie zdają sobie sprawy, że wizerunki ich bohaterów tworzą specjaliści od promocji. To ekipa zawodowców odpowiada za to, by uczestnik programu na stronach internetowych i w sprawozdaniach z przygotowań przedstawiony był jako najlepszy tancerz w kraju, mimo że często nie prezentuje średniego, a nawet przeciętnego poziomu. Ta część widowni, która nie zgadza się z wykreowanym przez telewizję wizerunkiem, a zna wykonawcę z np. z sal ćwiczeń czy turniejów, tworzy własne strony internetowe i wypowiada się  tam na przeróżne tematy, często popadając w ton skrajnie plotkarski.  Jednak takie strony to także wymarzona sytuacja dla osób odpowiedzialnych za promocję - dodatkowo zwiększają oglądalność  programu, w którym pękło już niejedno serce lub komuś powiększyła się  rodzinka… Każda nowa edycja znanego programu wzbogacana jest o „coś”,  co ma przyciągać widza. A ja myślałem, że miał być taniec…

Gwiazdy zaproszone do udziału w programie muszą być ciekawe, najlepiej kontrowersyjne i/lub z topowych seriali. W programie „Gwiazdy tańczą na lodzie”, prócz tańca, gwiazdy naprawdę muszą nauczyć się jeździć na łyżwach. Równie ważne jak uczestnicy jest tu także jury, oczywiście najlepiej, by było pyskate i kłótliwe. Jeśli brakuje dramaturgii, to np. w „You Can Dance” zmienia się jurorom fryzury Bo ileż można słuchać nudnych pseudo-złośliwości, będących jedynie wynikiem sprytnie przygotowanego scenariusza, a nie błyskotliwości jurora, jego wiedzy bądź też jej braku? A jeśli tańca za mało, to można wzmocnić  efekt dosadniej, pokazując życie prywatne uczestników, no i oczywiście dorzucając sporo scenicznego płaczu roztrzęsionych artystów. Konstrukcja programu oparta o „taneczne” didaskalia prowadzi do sytuacji, w której np. odpadł  najlepszy tancerz – Kuba. Kuba przecież chodzi do kościoła, jest skromny i spokojny, a to nie jest cool, trendy, jazzy itp. Następnie odpada najlepsza tancerka programu – Iza. Ona również jest jakaś taka spokojna, a poza tym, tyle razy już była mistrzynią, że kolejna wygrana to przesada. Może niech wygra czasami miła, czasami płacząca, a przede wszystkim dopracowana wizerunkowo i dobrze pokazywana Wiola, która również jest dobrą tancerką, ale to jednak jeszcze nie TO.

Pamiętajmy, że wszystkie te telewizyjne „taneczne” programy to tylko widowiska, w których dobrze zaaranżowane scenki niby obnażają prywatność, pokazując sceny niczym z życia wzięte. Jednak ich podstawową funkcją jest zwiększenie oglądalności. Widz nie zdaje sobie sprawy, że jest manipulowany, więc wysyła smsy, tak, jak tego oczekują producenci. Bohater programu sądzi,  że uczestniczy w fajnej grze i też zapewne nie zdaje sobie sprawy, że nie tylko jest manipulowany, ale też pomaga manipulować, odgrywając jedynie rolę, jaką mu w programie przypisano. Widzowie oczekują  sensacji, a producenci szybko reagują na ich potrzeby.

 

Czyż te programy nie są podobne do relacji na żywo z katastrof, powodzi i innych kataklizmów, gdzie oglądalność jest równie duża? W programie „You Can Dance” nie chodzi już o taniec, bo tam style i techniki zostały maksymalnie wymieszane, czyniąc całkiem spory mętlik w głowie widza. Podstawowym zadaniem programu jest zwiększenie oglądalności danej stacji i przyciągnięcie nowych adeptów do szkół  tańca, w których uczą same „gwiazdy TV”.

I tak oto kręci się taneczne koło fortuny. Tylko na co zapisać dziecko jak „te tańce takie podobne”? Jeżeli producenci będą dążyć tylko do zwiększenia oglądalności, to niebawem pojawi się sporo nowych programów z tańcem w tytule: w godzinach popołudniowych „Children,  You Can Dance” dla dzieci, może „Animals Dance Planet”, a wieczorem „Rura Show” dla tatusiów. Choreografami będą coraz mniej wykształceni quasi-dance-specjaliści. Ważne, by byli kontrowersyjni i najlepiej homoseksualni – bo to teraz w modzie. A wszystko po to, by oglądalność  rosła, a pieniądze płynęły tam, gdzie trzeba. Telewidz też dostanie to,  czego oczekuje, bo będą zapewne kolejne afery i skandale. Zatem tej części widowni telewizyjnej, którą interesuje taniec, proponuję teatry,  prawdziwych choreografów, dobrze przygotowanych zawodowych tancerzy i prawdziwy Taniec.

 

Robert Śliżewski

 

© TRENDY MAGAZYN | taniec | moda |  muzyka

Nr 02, maj 2009

ROBERT ŚLIŻEWSKI – tancerz, pedagog, choreograf.  Uczestnik wielu międzynarodowych projektów tanecznych. W 2008 roku laureat I Konkursu Choreograficznego im. Bronisławy Niżańskiej,  organizowanego przez Teatr Wielki – Operę Narodową. Laureat nagrody specjalnej dla wyróżniającego się choreografa, przyznanej przez Związek Artystów Scen Polskich. Laureat ogłoszonego przez Gazetę Stołeczną konkursu „Być albo nie być na scenie” – interpretacji monologu Hamleta. Absolwent Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu im. J. Piłsudskiego. Absolwent Uniwersytetu Ludowego w Gardzienicach o specjalności taniec. Absolwent Studiów Podyplomowych Teorii Tańca – Akademia Muzyczna im. F. Chopina w Warszawie.

Były tancerz Śląskiego Teatru Tańca w Bytomiu. Były kierownik artystyczny Zespołu Pieśni i Tańca Politechniki Warszawskiej. Wykładowca uniwersytecki. Instruktor fitness, gimnastyki, pływania, lekkoatletyki.  Wykładowca warsztatów tańca współczesnego i jazzowego. Członek jury na festiwalach, konkursach i mistrzostwach tańca współczesnego, jazzowego,  hip-hop, disco, ludowego w kraju i za granicą. Obecnie choreograf grupy tańca Gymnasion i zespołu tańca nowoczesnego Hrod. Słuchacz londyńskich szkół tańca: Pineapple Dance Studio, Danceworks, Greenwich Dance Agency.

  • Autor:
  • Wyświetleń: 956
  • Ostatnie zmiany: 18.03.2010
  • Dodano: 18.03.2010