Taniec Artykuły zawiera Język Gestów

Język Gestów

Podziel się: Bookmark and Share

Jakiś czas temu na Brave Festival we Wrocławiu pojawili sie tancerze z Afryki z projektem Breakdance Uganda. Ich występ polegał na stopniowym przechodzeniu od tańców plemiennych, rdzennie afrykańskich do b-boingu. Sprawa ciekawa, nawet jeśli ich b-boing nie stał na zbyt wysokim poziomie.

Tańce plemienne były bezpośrednim odwzorowaniem ruchów z życia wziętych, konkretnych czynności, opowieścią opartą na oczywistych gestach i precyzyjnym naśladowaniu ruchów. Tak, jak pantomima, tyle że mieliśmy do czynienia z opartym na rytmie tańcem. I to tak misternie skonstruowanym, że nie pozostawiającym zbyt wiele miejsca na interpretację. Widziałem dokładnie, jak tancerz opowiada swoim ciałem historię polowania, jak wyciąga dzidę, rzuca, zjada to, co upolował, a potem choruje i trzęsie się, pozorując atak malarii. Było to tak proste, że aż szokujące.

Z czasem ich taniec stawał się trudniejszy do zrozumienia, ruchy bardziej abstrakcyjne aż powoli nadszedł moment, kiedy tancerze wyszli na scenę w szerokich spodniach i czapkach z daszkiem, by pokazać swój b-boing. Jak już wspomniałem, nie był to breakdance najwyższej próby, ale nie o to tutaj chodzi.

To, co urzekło mnie najbardziej, to fakt, że w tak prosty sposób afrykańscy tancerze obnażyli przede mną współczesność b-boingu i daleką abstrakcję tej formy. A przecież wiem, że istnieją dowody na to, że jest wprost przeciwnie…

B-boy „Ata” (Ghost Crew, Finlandia), który jest dla mnie niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie true-schoolowego b-boingu, zapytany o swoje największe sukcesy, opowiedział mi kiedyś anegdotę o tym, jak zmiażdżył przeciwnika jednym palcem. A ten gest podyktowała mu muzyka. Znał utwór doskonale i wiedział, co za chwilę nastąpi. Kiedy więc ucichły wszystkie instrumenty, zatrzymał roztańczone dotychczas kończyny – taki schemat -ruch do muzyki i bezruch do ciszy. I kiedy w tej ciszy zabrzmiał głos wokalisty: no no no, on pokiwał jedynie palcem, grożąc przeciwnikowi, tak, jak się grozi małemu dziecku, które chce psocić. Był to bardzo prosty ruch, niewymagający wysiłku, a jednak na tyle zaskakujący i znaczący, na tyle zgrany z dźwiękiem, że w efekcie powalił przeciwnika, zszokował publikę i praktycznie zakończył walkę.

Wiele razy słyszałem, że taniec to opowieść, a ruchy to słowa, ale nigdy nie potrafiłem szczerze i do końca zrozumieć tańca w ten sposób. Łatwo jest za pomocą b-boingu powiedzieć: „jestem lepszy od Ciebie, popatrz, nawet sie nie zmęczyłem.” Większość b-boys tak właśnie traktuje taniec i nie mam im tego za złe. Czasem, i to na ogół nie na zawodach, ale „w kółeczkach”, na normalnych imprezach, kiedy nie chodzi o popis i zwycięstwo, a o dobra zabawę, można z tego tańca wyczytać znacznie więcej.

Niedawno spotkałem się na takiej właśnie imprezie ze znajomymi b-boys przede wszystkim z „Enklawy Rytmu” i „Funky Masons”. Nie miałem okazji zbyt długo z nimi rozmawiać, ale udało nam się potańczyć i wtedy zrozumiałem, że nie potrzebuję słów. Że ten taniec wystarczył, żeby powiedzieć, że się cieszę, że ich widzę i z nimi tańczę. Kiedy chciałem się pośmiać i powygłupiać, mogłem to zrobić za pomocą tańca. Nie muszę pytać, co słychać, bo widzę to w ich ruchach. Właśnie w tańcu można zobaczyć, czy ktoś jest szczęśliwy, zakochany, czy ma problemy. Inaczej się wtedy układa ciało, inne wykonuje się ruchy, gdzie indziej się patrzy. Także muzyka powoduje, że chętniej wychodzimy na parkiet. Istnieje milion sposobów na to, żeby „przeczytać” tancerza, trzeba tylko spojrzeć na niego pod odpowiednim kątem i z odpowiednim nastawieniem.

Na turniejach tego nie widać, bo nie o to tam chodzi. Prawdopodobnie właśnie dlatego najbardziej lubię tańczyć tak, jak to było na samym początku b-boingu - na imprezie. Dla zabawy i własnej przyjemności, żeby się popisać, bo, choć to głupie, to jednak istotne, żeby sie wyszaleć. Taki b-boing ma dla mnie największą wartość. Ale nie mam nic przeciwko zawodnikom, którzy ciągle chcą wygrywać. Rozumiem ich, a poza tym wiem, że nawet jeśli nie chcą, i tak, przy okazji, czasem nieświadomie opowiadają swoje historie. Te, które nadały kształt b-boingowi, opowieści z Bronxu, historie młodych ludzi z końca lat 70. i początku 80. o przemocy i artystycznych potrzebach, których mogli nawet nie być świadomi. Historie hip hopu.

To, co nazywamy feelingiem, to nasz funk, nasz styl, to jest właśnie ten tajemny związek z przeszłością. To, że mówimy tym językiem ciała, świadczy o nas. A to, co mówimy, powinno zależeć od nas.

Tak to widzę ja, Michał Downarowicz aka b-boy „Klimek”, „fohes”, „Enklawa Rytmu” :)


© TRENDY MAGAZYN | taniec | moda | muzyka

Nr 02, maj 2009

  • Autor:
  • Wyświetleń: 1 012
  • Ostatnie zmiany: 17.03.2010
  • Dodano: 17.03.2010