Bboy ma talent…
(Z BBoy Dejot’em rozmawia Michał Downarowicz)
Na początek, może się przedstaw…
Na imię mam Bartek, znany jestem jako bboy Dejot. Reprezentuje ekipy Enklawa Rytmu oraz Funky Masons. Pochodzę z Obornik Śląskich i z Wrocławia jednocześnie. Z bboy’ingiem związany jestem od około 6 lat. Jednak przygodę z tańcem zacząłem już jako dziecko.
Skoro w dzieciństwie to napewno nie bboing, jaki to był taniec?
Wtedy inspirował mnie Michael Jackson, którego starałem się naśladować. Poza tym tańczyłem jak czułem, trudno mi to zdefiniować. Wtedy to wszystko nazywało się disco dance. Trochę śmiesznie.
Funky Masons to ekipa ludzi z różnych miast Polski. Jak to się stało, że tańczycie razem?
Jako Funky Masons tańczymy razem od 3 lat, ale część z nas znała się już wcześniej. Ja dołączyłem do ekipy po wakacyjnym wyjeździe na street shows do Kolonii. Po powrocie wystartowaliśmy wspólnie pod obecną nazwą. W skład ekipy wchodzą bboy’e z ekipy Ass Kickers, Mefo Brawoora i Cycu Rock z Polic oraz bboy Temps z Gdańska. Z Krakowa jest bboy Kleju, a z wrocławskiej Enklawy Rytmu Jazera, Chuchu, Czyżuu i ja. Znaliśmy się z zawodów, dobrze się dogadywaliśmy i chcieliśmy razem tańczyć.
To całe „Mam Talent” to dla was coś poważnego, czy tylko dodatkowa rozrywka?
Poszliśmy do tego programu z kilku względów. Chcieliśmy pokazać ludziom na czym polega prawdziwy bboing, żeby nie był on dłużej kojarzony z akrobatyką czy innym sportem. Była to też szansa by się zaprezentować. No i mieliśmy również na oku 100 tys. euro. (uśmiech). Gdyby się nie udało, to wiedzieliśmy, że nic się nie stanie.
No i nie udało się...
No nie udało się zgarnąć 100 tys., ale jesteśmy zadowoleni. Zrobiliśmy swoje.
Jak wam sie podoba świat mediów i showbussinesu?
We mnie budzi mieszane uczucia. Osobiście nie chciałbym być większą częścią tego świata.
Zaspokoiłem ciekawość, a na dłuższą metę, to nie dla mnie.
Czy coś sie zmieniło po programie?
Minęło niewiele czasu, wiec ciężko to ocenić, ale juz teraz wiem, ze staliśmy się w jakimś stopniu rozpoznawalni. Udało nam się wywołać pozytywne emocje, wielu ludziom spodobało sie to co robimy. Dla mnie to ważne, aby Hip-hop jako kultura kojarzył się z czymś pozytywnym. Jeśli tak będzie, to odnieśliśmy sukces…
Czujesz się mocno związany z Hip-hopem?
Oczywiście. A bboing jest jednym z podstawowych elementów tej kultury. Pojawił sie na samym początku. Nie wszyscy wiedzą, że nazwa bboing, powstała wcześniej niż nazwy takie jak Hip-hop czy Rap. Poza tym bboing w jakimś stopniu łączy pozostałe elementy. Słucham sporo rapu, znam kilku artystów grafiti, Dj’ow, sam bawię się chętnie freestylem, podpisuję tagiem i umiem obsługiwać decki (uśmiech). Hiphop to jest spójna całość. Naprawdę tym żyje, to coś więcej niż cztery elementy, to cała kultura i nastawienie.
Bboing jest dla Ciebie…
tańcem, który ciągle mnie zaskakuje i daje dużo możliwości. Posłuchaj sobie dobrego funk’u, g-funku, latino albo dobrego rapu i spróbuj nie tańczyć. Dla mnie to niemożliwe. Wiesz, ja relaksuje się kiedy tańczę. Odpoczywam.. Taniec mnie napędza i sprawia że czuję radość i wolność. Niesamowitą swobodę. Jest dla mnie formą wyrażania siebie i to jest w nim najpiękniejsze.
Jak oceniasz poziom bboing’u w Polsce?
Nie uważam siebie za jakąś wyrocznie, siedzę w tym stosunkowo krotko, dopiero od 4-5 lat jeżdżę na zawody. Widzę jednak niezwykły progres. Ludzie znają juz fundamenty i zaczynają znajdować własne sposoby ekspresji. Pokazują siebie i bawią się muzyką. Mamy dobry poziom imprez, regularnie odbywają się warsztaty z prawdziwymi autorytetami.
Jednak najbardziej cieszy mnie, że jest coraz więcej ludzi, z którymi można rozsądnie porozmawiać o wspólnej pasji i potańczyć. Chciałbym żeby było jeszcze więcej imprez i możliwości wyjazdów za granice. Nasz bboying rozwija się prężnie i myślę że w niedalekiej przyszłości nieźle możemy namieszać na światowej scenie.
Wasze największe osiągnięcie?
Myślę, że każdy z Masons mógłby udzielić innej odpowiedzi. Może być tak, że na jednej imprezie ktoś miał dobry dzień i wygrał jakiś międzynarodowy kontest, ktoś inny gdzieś w kółku pokazał max swoich umiejętności i świetnie sie przy tym bawił. Dla innego to może być udany pokaz albo świetny trening.
Jeśli jednak chodzi o trofea, to mnie najbardziej cieszy wygrana z Mind 180 , to jest bardzo dobra ekipa z USA. Ja akurat tam nie startowałem, ale cieszę się ze zwycięstwa chłopaków. Sukcesem dla mnie jest również dalszy rozwój i postęp. Praca nad samym sobą i wynoszenie bboingu na wyższy level.
Masz jakąś złotą myśl na zakończenie tej rozmowy?
Hmmm… Chciałbym życzyć wszystkim ludziom, którzy posiadają własne hobby i pasje, żeby czerpali z nich jak najwięcej przyjemności. Wytrwałość, w tym, co się robi jest bardzo ważna i daje później mnóstwo satysfakcji. Nie chcę prawić morałów, wiec chyba na tym zakończę. (hehe) Pozdrawiam! Pokój!
Michał Downarowicz
Bboy Fohes, Enklawa Rytmu
© TRENDY MAGAZYN | taniec | moda | muzyka
Nr 01, grudzień 2008